Zacznę od tego, że nie wszystko da się przewidzieć, o czym przekonałem się niedawno na własnej skórze, czy raczej na własnych kościach. Płyta, którą zapowiadałem na koniec listopada, też nie wiedziała, że przyjdzie jej poczekać aż do lutego i że będzie przez to znacząco inna niż byłaby, gdyby nie kości wyżej wspomniane. No cóż, rozsypałem się trochę i trzeba to było poskładać – tu wyrazy wdzięczności dla Adasia Waśko i załogi jego kliniki ( WASMED, Bielsko Biała), którą szczerze polecam podobnym sobie połamańcom. Wracając zaś do płyty, dodatkowy czas pozwolił na zupełnie inne spojrzenie na niektóre numery, dzięki czemu Krzyś, któremu zostawiłem wolną rękę, zrobił je zupełnie po swojemu. „Inne kraje”, kończące część zasadniczą ( po której jest jeszcze dość obszerna część bonusowa ), mają dzięki temu prawie siedem minut. To najdłuższa płyta jaką w życiu nagrałem i mam nadzieję, że nie będziecie mieli o to pretensji. Osiemnaście kawałków, których w zasadzie nie łączy nic prócz okoliczności powstania – z nielicznymi wyjątkami (teksty ze starego pudła w liczbie czterech sztuk) pisałem w czwartkowe noce, a grałem w piątkowe poranki na żywca w Trójce. Stąd zresztą tytuł płytki – „Z czwartku na piątek” - ot, taki sobie radosny eksperyment. Na wybór akurat tych utworków spory wpływ mieli słuchacze. Gdyby nie ich radosna reakcja, być może nie przyszłoby mi do głowy utrwalanie dla potomności ballady o Janku lotniku, jarającym skręta premierze, czy o leśnym karzełku – dyktatorze mody. No cóż, nie są to dzieła wyszukane w formie, nie szkice nawet, raczej maźnięcia pędzlem ławkowcem, z którego farba pryska równo – na modela, na malarza i na publikę. Malarz bawił się dobrze, publika chwilami też, a modeli ostatecznie nikt nie prosił, żeby się pchali pod pędzel. A zresztą o sprawach, które sprowokowały mnie do napisania tych piosenek nikt już za chwilę nie będzie pamiętał, podobnie jak o ich bohaterach, mam nadzieję. Kończąc dodam jeszcze, że znajdziecie tu też utworki bardziej serio, oraz to, że po raz pierwszy w życiu śpiewam sopranem koloraturowym w towarzystwie kwartetu smyczkowego. I to nie JAKIEGOŚ TAM kwartetu, a słynnej tudzież wybitnej Grupy MOCARTA! Dlatego myślę sobie, że nie ma wstydu, a nawet, że jest nadzieja na zwrot zainwestowanych w produkcję oszczędności całego mojego jakże zabawnego życia. To chwilowo tyle, acha, no i głosujcie na naszego singla – w dalszym ciągu (15 tygodni) trzyma się na trójkowej liście przebojów, co nieustannie wprawia mnie w głębokie zdumienie. Z poważaniem
- Łysy
PREMIERA: 16 luty 2010
Zapraszamy do sklepów !