Szanowni Internauci! Witajcie. Przyznaję, że od dłuższego czasu dochodziły mnie słuchy o Waszym istnieniu, jednak z jakiegoś powodu myliłem Was z Astronautami, dlatego też nawet na myśl mi nie przyszło zawracać Wam głowę. Zupełnie niedawno doznałem oświecenia. Uzmysłowiono mi, że jestem jednym z ostatnich mieszkańców globu, który nie ma swojej strony „wuwuwu”. No, to jak to mówią, sru i mam! Zawisnąłem swobodnie w cyberprzestrzeni i pozdrawiam Was wirtualnie.
To, co możesz przeczytać w dziale FELETONY Szanowny Internauto, to są moje...felietony. Od czasu do czasu przeglądam gazety (toaleta, poczekalnia u dentysty) i stąd wiem, jak pojemna to forma. Felietoniście wolno właściwie wszystko i to mi jak najbardziej odpowiada z tym, że ten akurat tekst to felieton wstępny. Nic ponad to. Ukłonię się (ew. dygnę), przedstawię i tyle. Zacznę się mianowicie znów wyzewnętrzniać, krygować, krytykować (osoby i instytucje) i pastwić nad otoczeniem. Otoczenie albowiem pastwi się nade mną. Uwiera mnie, krępuje wrodzoną inwencję, nie pozwala rozwinąć barwnych i potencjalnie jakże śmigłych skrzydeł. Do dupy z takim otoczeniem! Cóż, właściwie już się przedstawiłem. Acha, na imię mam Piotruś, ale możesz mówić mi „Łysy”.
p. s. Dygnąłem.